Dzisiaj opowiem wam o podróży do azji

Ostatnio podróżowałem przez kilka tygodni po azji. Od kraju do kraju przemierzałem ten kontynent głównie samolotem, skuterem i taxówką. Azja to niesamowite miejsce. Totalnie inny świat od tego co znamy w europie. Miasta mają przepych, czuć moc na każdym kroku. Co prawda zdarzają się (zwłaszcza w Indonezji i na Filipinach) ludzie śpiący na chodniku, ale i tak ciężko nie być pod wrażeniem infrastruktury tamtych miejsc. Również ludzi jest sporo. Czuć na każdym kroku, że azja to najludniejszy region świata. A przecież nie byłem w najludniejszych krajach tego regionu – Indiach i Chinach. Każdemu polecam wyjazd do azji (ofc gdy dzisiejszy trudny okres się zakończy) żeby na własne oczy poczuć klimat tego miejsca, spróbować niesamowitych potraw oraz poznać naprawę pozytywnych ludzi.

Na początek było Bali
Przepiękne miejsce jeśli chodzi o plaże i klimat. Okropne jeśli chodzi o czystość i smog. Wiem, że w Polsce funkcjonuje jako synonim raju i programy w stylu “Hotel Paradise” temu sprzyjają, ale uwierzcie mi, że nie ma aż tak pięknie. Bali to trochę taka azjatycka Ibiza. Imprezownia. Tyle, że zamiast podpitych brytyjczyków są podpici australiczycy. Świetnie miejsce żeby się nauczyć surfować (mam w tym swoje doświadczenia), ale takie sobie jeśli chcecie w spokoju spędzić wakacje w pięknym miejscu. Sytuację ratuje nieco wnętrze wyspy, które jest piękne, dżungle, kręte uliczki. Można wejść pod wodospad w środku wyspy z dwiema osobami na krzyż. Można się przespać w dżungli i zamiast zgiełku imprezowni posłuchać ptaków i innych odgłosów dżungli. Można też udać się na rafting i poznać sympatycznych Koreańczyków – do wyboru do koloru. Mimo wszystko zachęcam, bo nie być nigdy na Bali to się nie godzi.

Później poleciałem do Dżakarty
Jeśli myślicie, że widzieliście duże korki w swoim mieście to nie wiecie co mówicie. Korki w Dżakarcie to temat na wielką książkę i obstawiam, że taka już gdzieś powstała w temacie. Całe miasto stoi a funkcjnuje (pomimo spalin) jedynie dzięki Go-Jekowi (taki azjatycki uber) na którym można jeździć skuterami. Zamiawiasz przejazd przez apkę, podjeżdża po ciebie skuter i zabiera cię na plecaku. Fun ride – jak by to powiedzieli ludzie z angielskim jako pierwszym językiem. Dżakarta to potężne miasto i wielka metropolia. Brud. Syf. Smród. Kanały deszczowe z których cuchnie. A w tym wszystkim schowanych kilka milionów ludzi, którzy jakoś muszą funkcjonować. Ale żeby nie było tak źle – chyba najfantastyczniejsze miasto spośród tych w których byłem jeśli chodzi o ludzi. Mega w porządku ludzie. Nawet jeśli muzułmanie (i muzułmanki) to powiedziałbym, że tacy normalni. Oby tak było na całym świecie pod tym względem. Z racji, że na Bali ukradli mi portfel to w Dżakarcie kupiłem nowy. Podróbkę. Ale właśnie ta podróbka (w pełni funkcjonalna, żeby nie było) jest tym co dzień w dzień przypomina mi o tym fajnym miejscu i przygodach jakie tam miałem.